bura kura? [10]
na ojczyźnie
01.01.2006 :: 09:22

Oto alternatywny sposób spędzania sylwestra.
Siadam na sofie z ojczymem i ryczymy ze śmiechu przy Monthy Python and the Holy Grail.
Potem przychodzi wpół do jedenastej i sobie siadam przed komputerem.
Piszę ludziom jakieś chore życzenia i omijam przy tym znakomitą większość bo brakuje mi weny, więc no. Dobrego, co nie.

I nagle jest po północy, a nie zauważyłam, bo fajerwerków nie było, bo tutaj tylko w wielkich miastach.

Tak trochę dupa, jakby to Marta rzekła kochana.

No i co. Żadnych postanowień noworocznych nie mam w planach, bo już dawno się zorientowałam, że i tak są na nic.

Ale życie jest fajne.
Zwłaszcza, że świętowałam dziś sylwestra trzy razy (z Polską, Londynem i Kalifornią) i za każdym razem wypiłam zdrowy toast.

bura kura? [16]
na ojczyźnie
11.01.2006 :: 03:22

Przepraszam.
proszę.
pan tutejszy?
kto?
pan.
ja?
tak.
nie.
to przepraszam.
Proszę.

bura kura? [15]
na ojczyźnie
24.01.2006 :: 01:25

Jak to kiedyś mądry jeden powiedział: po co ma być dobrze skoro może być do dupy?
Ale i tak się tym nie przejmujemy z Claudią i jedziemy do San Francisco lejąc na egzaminy semestralne [i dobrze, bo swoją drogą, z geometrii, którą miałam dzisiaj, miałam 97%].
Ona to już w ogóle sobie może, bo w czwartek jedzie na Hawaje, a w przyszły piątek wraca do Włoch, co wcale mnie nie cieszy.
Bo to już jest moje szczęście, że jak zacznie się wreszcie coś dziać, to musi jakaś siła wyższa wtargnąć.
Ale my i tak staramy się nie przejmować i dziesięć godzin chodzimy w dół i w górą pokręconych ulic San Francisco.
Wliczając tą the most crooked street in the world.

Wąchamy dziwne ryby w Chinatown. Flirtujemy z włochami we włoskiej dzielnicy w North Beach. No dobra, ja nie flirtuję tylko się gapię jak przygłup, bo nie znam włoskiego. No może ciao bella, pasta pomodoro i pronto.
Łamiąc wszelkie zasady bycia w stylu kalifornijskim, idziemy wszędzie na nogach [co później się odbija na zdrowiu moich kolan. niestety].
Spotykamy koreańczyka, któremu przypominam jego siostrę. Mówi, że jesteśmy very active womans, a my wybuchamy perlistym śmiechem. No dobra, mój śmiech nie jest taki perlisty, ale i tak się śmieję.
Odwiązuję baloniki z helem z witryny restauracji za co koreańczyk Hun mnie podziwia.
Prawdopodobnie dołożyłam swoją cegiełkę do stereotypu, że Polacy potrafią tylko kraść [i pić, ale o tej cegiełce raczej tego dnia mowy nie było].
Na Union Square podbiega do mnie dziewczynka wskazując na baloniki. Odwiązuję jej fioletowy. Trzyma go w łapkach jedynie parenaście sekund, po czym wypuszcza i pół placu wzdycha "Ooooh".

A ja sobie siadam na środku, patrzę się na te baloniki, które nieco mi już wadzą. Wypuszczam je z dłoni i patrzę jak suną w górę. Nie ukrywam, że żałuję tego 4 sekundy po uczynieniu.
Taka ja.







nic nie ruszaj
jasne?!
The current mood of thule at www.imood.com
pstryku pstryk książka
jun07 may07 apr07 mar07 feb07 jan07 dec06 nov06 oct06 spt06 aug06 jul06 jun06 may06 apr06 mar06 feb06 jan06 dec05 nov05 oct05 spt05 aug05 jul05 jun05
marcel mistle marta basia ew. karo aja olga dvg ola kasia 058
Wyślij wiadomość